Blog > Komentarze do wpisu

Maria Rodziewiczówna... ortodoksyjna buntowniczka (cz.1)

W Marii Rodziewiczównie zafascynowała mnie specyficzna mieszanka wybuchowa: głęboka religijność i mistycyzm w połączeniu z całkowitym brakiem poszanowania katolickiego modelu życia i ogólnie przyjętych zasad. Była to osoba nietuzinkowa, która nigdy nie pytała nikogo o zdanie, żyła z kim chciała i robiła co chciała.

Mała urocza MarysiaPoczątki, nauka

Maria Rodziewiczówna miała bardzo trudne dzieciństwo. Urodziła się 3 lutego 1864, jako czwarte dziecko Henryka i Amelii Rodziewiczów. Jej rodzice nie brali udziału w Powstaniu, a nawet byli mu przeciwni. Mimo to podjęli się przechowywania broni dla oddziałów powstańczych, co zaprowadziło ich prosto na Sybir.

 Po donosie chłopa ojciec został natychmiast wysłany  do Tobolska i ujrzał swoje dziecko po raz pierwszy dopiero po 7 latach. Matka po 2 miesiącach od porodu również była zmuszona opuścić małą Marysię i udać się na miejsce zesłania. Cud, że noworodek w ogóle przeżył. Zajęli się nią dziadkowie, a po ich śmierci ciotka. Rodzice wrócili w 1871, na mocy ogólnej amnestii. Ich dom rodzinny był skonfiskowany za udział w powstaniu, więc zamieszkali w Warszawie. Ojciec został rządcą kamienicy, natomiast matka – kobieta zaradna i silna - zaczęła pracować w fabryce papierosów. Zarabiali bardzo mało, ale postarali się, aby Marysia mogła chodzić do szkoły. Od najmłodszych lat jej wielką pasją była przyroda, a zwłaszcza ornitologia. Natomiast z innych przedmiotów miała bardzo słabe oceny.

W 1876 oddano ją do zakładu dla dziewcząt na nauki. Prowadziły go siostry zakonne, które wykładały po polsku. Oczywiście religia była najważniejszym przedmiotem, ale ponadto uczyła się języków takich jak włoski, francuski i niemiecki (jej talenty ligwistyczne można dostrzec w niektórych jej książkach). Spędziła tam 3 lata (dopóki rodzice mieli fundusze), potem niestety musiała zrezygnować z nauki (i pożegnać z marzeniami o studiach), ale wpojono jej kult polskości i głęboką wiarę w Boga, co zachowała do śmierci.

Przejęcie majątku

Dwór w Hruszowej - ukochane miejsce Marii

Kiedy w 1875 umarł brat Henryka Rodziewicza, zostawiając majątek Hruszowa, cała rodzina tam się przeniosła. Po 10 latach od powrotu zmarł jej ojciec i wtedy 17-letnia Maria pierwszy raz pokazała, że ma nieustraszoną wolę i żelazny charakter. Podjęła się prowadzenia gospodarstwa, spłacenia wszystkich długów (a było ich niemało) i wypłacenia rodzeństwu spadku. Zamieszkała z matką i siostrą (która odważnie odeszła od męża-brutala). Wszystkie długi spłaciła dopiero po 27 latach ciężkiej pracy. Jako młoda panienka wyrzuciła wszystkie długie suknie i zaczęła się ubierać po męsku. Obcięła też włosy. Ten styl zachowała przez całe życie.

Początki pisania

Jako nastolatka Marysia zaczęła pisać, choć nie miała wielkiego mniemania o swoim talencie. Mimo to wysłała powieść "Straszny dziadunio" do czasopisma prowadzonego przez inną sławną pisarkę - Marię Konopnicką. Powieść zajęła pierwsze miejsce w konkursie literackim. Nagroda i uznanie zachęciły ją do następnych prób pisarskich. Za zarobione pieniądze wyjechała w podróż do Włoch i Francji. Pisała kolejne powieści, zawsze skrupulatnie dbając o honoraria (potrzebowała pieniędzy na spłatę długów).  Przez wiele lat tworzyła jedną lub dwie powieści rocznie. Przy takim tempie pracy ich jakość bywała różna,

Powieści Rodziewiczówny czyta się jedym tchem, są wciągające, interesujące, wielka miłość, poświęcenie dla Boga i Ojczyzny, wartka akcja, piękne niewinne kobiety, które trzeba zdobywać, silni ciałem i duchem mężczyźni, tajemnice sprzed lat itd. Pisała „ku pokrzepieniu serc” i za to ją kochano.

Co drażni? Powtarzające się pomysły, brak korekty (Maria nigdy nie poprawiała), papierowe postacie, mało prawdopodobne sytuacje, wciąż te same środki wyrazu, luki, ograniczona liczba tematów, nieznośne moralizowanie.

Najlepsze jej książki, to te w których główną albo niepoślednią rolę gra przyroda. Opisy natury są mistrzowskie.

Jaka była?

Naprawdę niezwykła. Umiała poradzić sobie w każdej sytuacji. Przeżyła dwie wojny światowe, najazdy bolszewickie, napad rabunkowy i postrzelenie, będąc nastolatką potrafiła wziąć na swoje barki zadłużony majątek i zrobić z niego kwitnące gospodarstwo, przy tym miała czas na pisanie bardzo poczytnych książek i pracę społecznikowską (budowała ochronki dla dzieci, punkty pomocy medycznej). Umiała sobie zaskarbić trwającą do swojej śmierci miłość dwóch kobiet. Przy tym była miłośniczką przyrody, miała rozległą wiedzę ornitologiczną. Budowała kaplice i kościoły, walczyła o legalność wiary katolickiej na Kresach.

Była bardzo religijna i uczuciowa. Miała swój specjalny sposób mówienia o rzeczach świętych, o postaci Pana Jezusa i Najświętszej Panny. (...) zwykle usta jej drżały, a w oczach stawały łzy. pisała Jadwiga Skirmunttówna. Ponadto Rodziewiczówna od dzieciństwa miała widzenia i twierdziła, że rozmawia z duchami. W związku z tym była bardzo przesądna i wierzyła w przepowiednie.

Mimo swojej religijności Maria bardzo szybko zdała sobie sprawę z braku powołania do małżeńswa. Zaczęła odkrywać swoją seksualność i stwierdziła, że mężczyźni wcale jej nie obchodzą. W związku z tym oświadczyła, że nigdy nie pójdzie do ołtarza, więc nie musi się stroić. Obcięła włosy, założyła męski strój (stylu tego nie zmieniła do końca życia). Dziwne, że nie spotykała się z ostracyzmem w czasach, kiedy kobiecym powołaniem było najpierw znaleźć najlepszą partię, następnie wyjść za mąż, urodzić jak najwięcej dzieci i co najwyżej realizować się w kuchni. Matka i otoczenie zaakceptowali ją bez zastrzeżeń, tak samo jak później rzesze wiernych czytelników jej podniosłych bogoojczyźnianych powieści. Maria nigdy nie wyszła za mąż, miała za to przez wiele lat bardzo bliską i zakochaną w niej nieprzytomnie przyjaciółkę, z którą zajmowały wspólną sypialnię - Jadwigę Skirmunttównę. Drugą najbliższą Marii osobą, z którą spędzała zimy w Warszawie, była Helena Weyhert. Rzecz oczywista, obie bliskie jej kobiety nie lubiły się i nie spotykały. Dopiero w czasie II wojny Jadwiga była zmuszona korzystać z uprzejmości Heleny, u której przez pewien czas mieszkały z Marią.

Trzeba naszej bohaterce przyznać, że była odważna i nie bała się "odstawać" od innych, zawsze też robiła i mówiła, co chciała. Np. paliła papierosy (a kobietom to nie wypadało przecież!). Jednocześnie przestrzegała form towarzyskich.

Sama stanowiła o sobie. Ale czy można nazwać ją feministką? Oceńcie sami. Oto cytat z "Kądzieli": Była emancypacja Murzynów, chłopów, teraz czas na kobiety. Niech nie będzie niewoli, niech każdy ma drogę otwartą. Ale myli się ten, kto sądzi, że zmiana prawa zmienia postać rzeczy. Nie chcą kobiety szyć, zajmować się spiżarnią, dzieci niańczyć i domu prowadzić. To wszytko im za mało, za niskie, za marne, to im ubliża, to niewola. Ale żadna zastanowić się nie chce, czy te obowiązki umie, czy je dobrze spełnia. Nie ma małych prac - są tylko marni pracownicy. Żeby kobiety zrozumiały, jak źle spełniają swoje obowiązki, żeby zrozumiały jak wielkie są i trudne, wtedy byłyby dopiero emancypowane. (...) Kobieta zamężna musi znać się i na pedagogii i na higienie, na rachunkowości i na chemii. (...) Ona powinna umieć kochać i kochania uczyć. Kochanie Boga i ziemi i obowiązków i cierpień i bliźnich... Jeśli kobieta to zrozumie i spełni to wszystko - wtedy także nazwę ją emancypantką. Ciekawe, że to właśnie ona nawoływała do dobrego spełniania obowiązków małżeńskich.

Nigdy nie przywiązywała nadmiernej wagi do dóbr materialnych, jej dom był urządzony prosto i w stylu rustykalnym.

Hołdowała poglądom konserwatywnym i religijnym. Za innymi nacjami, (szczególnie Żydami) nie przepadała. Była prostolinijna  i mała jasno określone poglądy, które nie podlegały dyskusji. Krytyka innych wcale jej nie obchodziła.

Maria z całych sił starała się pracować dla Polski. Jej poglądy były mocno ugruntowane. Dobrym Polakiem może być tylko i wyłącznie katolik. Uważała, że każdy powinien służyć przede wszystkim Bogu, potem Ojczyźnie. Nigdy nie opuszczała nabożeństw, a dzień zaczynała i kończyła pacierzem. Co prawda Konopnicka (która spotkała się z Rodziewiczówną w Nicei na kuracji w 1910) pisała, że nasza bohaterka zainteresowała się buddyzmem, czego owocem stała się książka „Atma”, jednak ta fascynacja trwała krótko.

Oto, co sama o sobie pisze w książeczce „Lato leśnych ludzi”, gdzie ona, Jadzia i ich przyjaciółka występują jako mężczyźni:  Najstarszy, za wodza i kierownika przemyślany, uparcie w postanowieniu zawzięty, w wykonaniu zamiaru prędki,  naukowo z przyrodą zżyty i obeznany. (...) Wódz przez życie potracił swych bliskich i żadnej rodziny nie posiadał. Dom jego natomiast był pełen bożych domowników (tzn. zwierząt).

O swojej towarzyszce życia pisała tak: Ten uchowal w życiu najczystszą duszę. Był uosobieniem dobroci, łagodności i wewnętrznej pogody. (...) Marzyciel to był, zawsze trochę roztargniony, rad się śmiejący, pracowity za wszystkich, a zdrowia i wytrzymałości żelaznej.

Maria RodziewiczównaA wygląd? Rodziewiczówna wyglądała po prosu jak mężczyzna z nadwagą - miała wielkie dłonie i duży nos. Włosy strzygła zawsze bardzo krótko i nosiła marynarki i krawaty. Natomiast jej towarzyszka życia - Jadwiga była bardzo kobiecą drobną blondyneczką o uroczym uśmiechu.

Maria spotyka Jadwigę

Jej wieloletnia miłość Jadwiga Skirmunttówna poznała ją, kiedy sama była ośmioletnim dzieckiem, a Maria już dziewiętnastoletnią panną. Potem spotkała ją po kilku latach, kiedy nasza bohaterka stawała się już uznaną autorką, mającą na koncie kilka powieści.

Maria nawiązała ściślejszą znajomość z Jadwigą w 1905. Wtedy to Rodziewiczówna utworzyła tajne stowarzyszenie "Unia", którego członkiem została Jadwiga. Od tej pory widywały się już często. Jadwiga była pod wielkim wrażeniem Marii, po latach pisała Wtedy widywałam się z nią już często i prawie zawsze wracając z nią z naszych zebrań, zajeżdżałam do Hruszowej na noc i następny dzień często tam spędzałam, doceniając coraz bardziej żywy umysł i gorącą duszę jej właścicielki. Jadzia zakochała się w Marii z wzajemnością. Często się odwiedzały, jeździły razem na krótkie wycieczki, była pierwszą czytelniczką utworów Rodziewiczówny. W 1906 pisała Jadwiga: "Stosunki moje z Rodziewiczówną stawały się coraz bliższe (...)" .

Pani na Hruszowej

Kierując gospodarstwem, Rodziewiczówna pokazała że ma wiele zalet – analityczny umysł (prowadziła księgowość), umiejętność kierowania ludźmi i  dobierania sobie współpracowników, sprawiedliwość, uczynność („Chcesz mieć, to dawaj”). Starała się też świecić przykładem wobec innych i pokazywać im drogę (co w jej mniemaniu znaczyło przede wszystkim nawracać prawosławnych Poleszuków na wiarę katolicką). Maria twardą ręką trzymała majątek i chłopów dla niej pracujacych, raz nawet pobiła jednego ze swoich pastuchów (i musiała zapłacić grzywnę).  Mimo to doceniali jej pracę, w 1937 podarowali jej album z napisem "Sprawiedliwej Pani i Matce".

Zorganizowała kolportaż polskich książek do okolicznych dworów i wsi. Wiele robiła, by polskie zaścianki mogły się rozwijać - organizowała czytelnie i szkoły, koła gospodyń, założyła też w Warszawie sklep z rękodziełem poleskim, a także  ambulatorium, gdzie doraźnie można było otrzymać pomoc lekarską.

Koniec XIX w. nie był dla niej szczęśliwy, umarły kolejno: jej babka, ukochana matka i siostra Celina. Niewiele później wybuchł pożar (może podpalenie?), który zniszczył budynki gospodarcze wraz ze zwierzętami. 

W tym czasie zamieszkała w Hruszowej Helena Weyhert, osoba inteligentna, pomysłowa i zaradna. Zajęła się unowocześnianiem gospodarstwa, jako że posiadała do tego zdolności i miała rozległą wiedzę. 

Jednocześnie nasza bohaterka utrzymywała kontakty z Jadwigą Skirmunttówną, spędzała u niej święta, razem jeździły na wycieczki.

W 1911 Jadwiga wpadła na pomysł, aby zbudować chatę w lesie. Maria przebywająca z Heleną na Lazurowym Wybrzeżu podchwyciła pomysł i wprowadziła w czyn. W miesiąc domek był gotowy. Pierwszym, co zrobiła Jadwiga, było powieszenie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, obok zaplanowały postawienie krzyża. Pierwszy wieczór majowy w chacie (nazwanej Czahary, czyli zarośla) spędziły razem i potem przez kilka lat wracały tam, aby spędzić ciepłe miesiące. Rodziewiczówna uwieczniła to miejsce w „Lecie leśnych ludzi”. Maria zapraszała tam też inną swoją przyjaciółkę - Marię Jastrzębską (w książce występuje jako Pantera). Przyjaciółki czuły się tam bardzo szczęśliwe. Po I wojnie światowej nie odważyły się już pozostawać same w lesie (nadchodziły nowe bolszewicke porządki) i chatkę przeniesiono w pobliże dworu.

 

I wojna światowa

Wojna wybuchła w 1914 roku i przewróciła spokojne życie przyjaciółek. Obie zaczęły pracować w szpitalu w Warszawie. Maria wzięła na siebie prace biurowe, Jadwiga jako pielęgniarka. W lecie 1915 obie wróciły do Hruszowej, ponieważ bały się że później wojska niemiecke odetną im drogę. Warszawa w sierpniu została opanowana przez Niemców, a front zbliżał się do miejsca ich pobytu. Rosjanie sie wycofywali, namawiając mieszkańców do wyjazdu na wschód, na szczęście Rodziewiczówna z przyjaciółką nie zdecydowały się na to. Wycofujące się wojska paliły dwory, spłonęła też gorzelnia w Hruszowie i okoliczna wieś. Kiedy odeszli Rosjanie, nadeszły wojska niemieckie. Dwór służył jako kwatera dla oficerów. Najpierw został obrabowany przez Rosjan, potem przez Niemców, ale na szczęście ocalał. Obie przyjaciółki kursowały między Hruszową a Warszawą. Jadwiga zachorowała bardzo ciężko na tyfus, i leżała w łóżku przez kilka miesięcy. Maria nie odstępowała jej łóżka przez ten czas. Kiedy Jadzia wyzdrowiała, znów zaczęła pracować, tym razem przy dożywianiu ofiar wojny.  Rodziewiczówna utworzyła komitet ratowania Lwowa, którego została komendantką. Wysyłała oblężonemu miastu pieniądze, odzież, werbowała także do służby wojskowej mężczyzn i kobiety ochotniczki. Za działalnośc na rzecz Lwowa, dostała odznakę Obrony Lwowa "Orlęta", którą uważała za swoją najdroższą pamiątkę.

wtorek, 27 stycznia 2015, iwawierzba

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2015/01/27 13:17:53
Ciekawy wpis .
Przynajmniej wiem kto to był
Ciekawa osobowość
-
2015/01/28 12:57:19
Dzięki za czytanie i komentarz.